Liczba wyświetleń

środa, 19 czerwca 2013

ROZDZIAŁ IV                  „Chłopaki”

Wstałam wcześnie rano i po ogarnięciu się zjadłam śniadanie.
Odstawiłam talerz do zmywarki i chwyciłam telefon do ręki. Wykręciłam numer do Mick’a i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-  Hej Mick. Jak tam? – spytałam odrazu na powitanie.
- Hej Natalie. Cieszę się, że dzwonisz. No u mnie dobrze. Pokonałem dopiero sto dwanaście kilometrów, a zostało jeszcze ponad sześćset. – odpowiedział, a w tle słychać było szum zmieszany z dźwiękami wydobywanymi z radia.
- No to jeszcze trochę tej drogi masz. Dzwonię do ciebie z pytaniem czy podałbyś mi może numer na który będę mogła zadzwonić do Harry’ego? – spytałam szukając jakiejś wolnej karteczki i czegoś do pisania.
- Jasne. Już mam podać czy musisz znaleźć coś do pisania? – spytał stłumionym głosem.
- Dawaj teraz. – odpowiedziałam i zębami ściągnęłam skuwkę długopisu.
- Okej. 642 – 358 – 069. – Mick powoli podyktował mi numer młodego.
- Oo sześćdziesiąt dziewięć. Wyczuwam Harry’ego. – powiedziałam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- On się z tego cieszy, że ma takie liczby w swoim numerze. Wiesz co, muszę już kończyć. – oznajmił.
- No okej. To pa. Jedź ostrożnie. – pożegnałam się i odłożyłam telefon, który po chwili znowu wzięłam do ręki. Powoli wystukałam na klawiaturze numer, który dostałam od Mick’a, a po chwili usłyszałam w słuchawce głos lokatego.
- Tak, słucham.
- Hej tu Natalie. Pamiętasz mnie może jeszcze? – spytałam z nutką śmiechu w głosie.
- Oo hej. No oczywiście, że pamiętam. Co tam? – po usłyszeniu mojego imienia słyszałam że zaczął się szczerzyć.
- A dobrze. Dzwonię do ciebie i chcę zapytać czy wpadniecie i czy mam coś szykować czy może nie.  To jak? Pytałeś chłopaków czy chcą w ogóle mnie poznać? – spytałam krzątając się po kuchni.
- No jasne, że wpadniemy. Na tą godzinę, na którą się umówiliśmy wczoraj. 17.30. Dobrze pamiętam? – spytał.
- Wspaniale. No to ja kończę bo muszę w takim razie skoczyć po coś do jedzenia. – odpowiedziałam i pożegnałam się z nim, po czym pobiegłam na górę i założyłam jakieś normalniejsze ubrania. Założyłam zimową kurtkę i buty i wyszłam kierując się do sklepu. Zakupiłam potrzebne rzeczy do zrobienia jakieś kolacji i wróciłam do domu. Zostawiając zakupy pod drzwiami ściągnęłam kurtkę i buty. Wzięłam reklamówki i poszłam do kuchni. Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam że mam jeszcze jakieś siedem godzin. Pobiegłam na górę i zaczęłam sprzątanie domu od mojej sypialni. Poprawiłam pościel na łóżku, umyłam dokładnie lustro i powycierałam kurze. Po posprzątaniu mojego kąta, zabrałam się za ogarnianie łazienki i reszty pomieszczeń. Po powycieraniu kurzy i umyciu wszystkich luster i okien w domu, odkurzyłam i umyłam podłogi. Pierwszy raz od jakiś pięciu lat posprzątałam dokładnie mój dom. Teraz zostały mi już trzy godziny. Powinnam zdążyć z przygotowaniem kolacji na sześć osób.
Gdy przygotowałam już wszystkie posiłki zabrałam się za ustawianie talerzy na stole. Mój stół mieścił akurat sześć osób. Poustawiałam prosto krzesła i ustawiłam na stole kilka zapachowych świeczek, które pięć minut przed przyjściem chłopaków pozapalałam.
Pobiegłam szybko na górę i weszłam do łazienki. Poczułam specyficzny zapach chemikaliów. Chwyciłam odświeżacz o zapachu bryzy morskiej i zaczęłam psikać po całym pomieszczeniu. Gdy zapach wypełnij każdy milimetr sześcienny łazienki, zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Zdążyłam dojść do stołu gdy w domu rozległ się dźwięk dzwonka, więc szybko podbiegłam do drzwi i otworzyłam je, a moim oczom ukazało się pięciu młodych przystojniaków.
- Hej Harry i reszto zespołu, którego nazwę usłyszałam wczoraj po raz pierwszy. – przywitałam ich i zaprosiłam do środka.
- Hej, hej. – lokaty przywitał się ze mną i przedstawił mi resztę. – To jest Niall, to Liam, to Louis, a to Zayn. Poznajcie się to jest Natalie. – wymówił moje imię z wielką gracją w głosie. Wszyscy chłopcy podeszli i przywitali się miło.
- Siadajcie. Zaraz wam podam coś do jedzenia. – powiedziałam po czym podbiegłam i wyciągnęłam zapiekankę z piekarnika.
- A właśnie coś mi się przypomniało. – zaczął lokaty. – Jeszcze wczoraj myślałem że Natalie ma dwadzieścia pięć lat. Niestety nie. Chłopaki ile byście jej dali. Co? – spytał, w między czasie nalewając do swojej szklanki soku pomarańczowego.
- Ja stawiam na dwadzieścia siedem! – wykrzyknął blond włosy, chyba Niall jak dobrze pamiętam.
- A ja na dwadzieścia cztery! – krzyknął Zayn.
- Ja tak jak Niall. – powiedział Louis i uśmiechnął się szeroko.
- A ja jak Zayn. – powiedział Liam, a Harry tylko zaczął się śmiać. – I co się śmiejesz? Co? – spytał.
- Ha ha ha! Śmieszne. – odpowiedziałam i zaczęłam kroić jeszcze ciepłą zapiekankę.
- No to ile masz? – spytał Niall.
- No ja mam trzydzieści trzy. – odpowiedziałam i odstawiłam naczynie po zapiekance do zmywarki.
- Że co? – spytał Louis wypluwając z buzi sok. – Ile? – spytał niedowierzając.
- Tak trzydzieści trzy. – odpowiedziałam i zaczęłam ścierać po soku Louisa.
- Haha śmieszne. A teraz na serio. Ile masz? – powiedział Zayn patrząc to na Harry’ego to na mnie.
- Ona nie żartuje. Wczoraj też byłem zdziwiony jak się dowiedziałem. Nie uwierzyłem jej na początku. Ale po chwili stwierdziłem, że po co miałaby się postarzać. – powiedział loczek i zaczął sączyć wcześniej nalany przez siebie napój.
- No siadajcie i jedzcie. Przygotowałam to specjalnie dla was. Smacznego wam życzę. – powiedziałam i zajęłam miejsce na prość Harry’ego. Spojrzałam na niego, a on puścił mi oczko i szybko skierował wzrok na swoją zapiekankę, którą po chwili zaczął jeść.
- Dobra ona jest. – powiedział Zayn siedzący obok mnie.
- Zapiekanka czy Natalie? – spytał Harry, śmiesznie poruszając brwiami z góry na dół i odwrotnie.
- No jasne, że zapiekanka. – odpowiedział Zayn. – Chociaż … -zaczął, powoli podnosząc kąciki ust na kształt uśmiechu.
- Ejejej. Jedzcie. Ja mam trzydzieści trzy. Wy jak słyszałam, około dwudziestu. I tak wam się nie uda. – odpowiedziałam i wszyscy wybuchnęli śmiechem. 

sobota, 15 czerwca 2013

ROZDZIAŁ III                      „Kolacja”

Weszłam do domu i poszłam się ogarnąć. Miałam nadzieję, że dzisiaj nie wrócę z takim nastrojem jak wczoraj wieczorem. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Zrobiłam lekki makijaż i wyszłam.
Zadzwoniłam dzwonkiem, a drzwi otworzył mi młody chłopak z niebieskimi oczami i burzą ciemnych loków zaczesanych na bok. Na jego widok poczułam motylki i ścisk w brzuchu. Jakbym już znała tego chłopaka. Może widziałam go gdzieś kiedyś na mieście. Był to pewnie syn Mick’a.
- Natalie? – spytał miłym głosem. – Tata ostatnio dużo mi o tobie opowiadał.
- Tak. Natalie Marks. – podałam mu rękę.
- Harry Styles. – odpowiedział ściskając moją rękę. – Wejdź. – zaprosił mnie do środka i zamknął za mną drzwi. – Daj powieszę ci kurtkę na wieszaku. – wziął ode mnie gruby zimowy płaszcz i powiesił go na wysokim czarnym stojaku, przypominającym rozgałęzione drzewo.
- Jestem w kuchni! – usłyszałam głos Mick’a.
- Już idziemy. Natalie przyszła. – krzyknął Harry i poszliśmy do jego ojca.
- Siadajcie. Nie przyszedłem na kolację, którą proponowałaś ty, więc kolację przygotowałem ja. Siadaj, siadaj już podaję. Harry weź talerze. – powiedział, a ja spoczęłam na jednym z białych wysokich krzeseł. Młody razem ze swoim ojcem wszystko przygotowali i zaczęliśmy jeść.
- A ty Harry czym się obecnie zajmujesz? – spytałam połykając pierwszy kęs pysznej kolacji.
- One Direction. Mówi ci to coś? – spytał z szerokim uśmiechem.
- Nie. Nic mi to nie mówi. – odpowiedziałam szperając w mojej głowie szukając podanego wyrażenia.
- A to dziwne. Wszędzie gdzie nie wyjdę to słyszę swoje imię i rzesze piszczących fanek. No cóż. Jeden z najpopularniejszych zespołów na świecie. Dziwne że nie znasz nazwy. Trąbią o nas w telewizji co chwila. To jeden ma romans to drugi. Ten zdradził tą, a ten ma dziewczynę. Same plotki. – odpowiedział wcinając jedzenie.
- Nic dziwnego że nie znam zespołu. W moim domu telewizor nie jest włączany i wisi tam chyba tylko do ozdoby, a ja siedzę całymi dniami w fotelu przykryta kocem z gorącym napojem w ręku wpatrując się w to co się dzieje za oknem. – odpowiedziałam i wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
- No w takim razie to nic dziwnego. – odpowiedział i wypił całą zawartość swojej szklanki.
- A opowiesz mi coś o zespole? – spytałam dokańczając swój posiłek.
- No to tak jest nas pięciu: ja, Liam, Niall, Louis i Zayn. Pięć Chłopaków, Jeden Kierunek. Tak właśnie. Chociaż jeden kierunek brzmi nawet fajnie, ale lepiej brzmiałby sześćdziesiąty dziewiąty kierunek. Mmmm brzmi wspaniale. – powiedział i wyszczerzył zęby.
- Harry przynajmniej przy Natalie mógłbyś opanować swój wysoki poziom zboczonych wyrażeń i skojarzeń. Co? – powiedział Mick po czym zaczął się śmiać i spojrzał na mnie.
- No dobrze już dobrze. – powiedział i wstał z krzesełka zanosząc swoje naczynia do zmywarki.
- Nie mi to nie przeszkadza. – oznajmiłam po czym powtórzyłam czynność, którą wykonał Harry.
- Daj ja to schowam. – młody wziął ode mnie talerz i schował.
- To ja już będę leciała.- powiedziałam i ruszyłam powolnym ruchem w stronę frontowych drzwi.
- A nie zostaniesz? To może jutro wpadniesz? – spytał lokaty.
- A może jutro wy do mnie wpadniecie? – zaprosiłam ich do siebie. Nie lubiłam siedzieć u kogoś codziennie.
- Ja jutro nie mogę. Wyjeżdżam na tydzień. – oznajmił Mick ze smutkiem na twarzy.
- A ty Harry możesz? Może zapoznałbyś nieogarniętą starą babę ze swoim zespołem? – spytałam uśmiechając się szeroko.
- Jaką starą? Ile ty masz lat? Maks dwadzieścia pięć. – powiedział Harry przyglądając mi się uważnie.
- No niestety tyle nie mam, chciałoby się. Dokładnie to trzydzieści trzy. – odpowiedziałam. – Ale dziękuję. – i uśmiechnęłam się do niego, po czym sięgnęłam po kurtkę, lecz Mick mnie wyprzedził i sam po nią sięgnął.
- Co?! Nie żartuj. Nie wyglądasz na tyle. – zdziwiony przyglądał mi się jeszcze uważniej.
- Wyglądam nawet na więcej. – odpowiedziałam i wcisnęłam buty na nogi.
- To jutro wpadnę z chłopakami o 17.30. Pasuje ci? – spytał lokaty przekręcając kluczyk w drzwiach.
- Pasuje. – odpowiedziałam i przekroczyłam próg.
- I wtedy zobaczymy na ile wyglądasz. – oznajmij i włożył swoją kurtkę. – Odprowadzę cię.
- Jak chcesz. – powiedziałam i pożegnałam się z Mick’iem. – Do zobaczenia Mick! Miłego tygodnia! Wracaj szybko! – krzyknęłam i puściłam mu oczko.
- Ile ci twoi mają lat? – spytałam spoglądając na chłopaka.
- Ja mam dziewiętnaście, Niall, Liam i Zayn – po dwadzieścia, a Louis – dwadzieścia dwa. A co? – spytał zasuwając suwak kurtki.
- Nie nic. Tak tylko pytam. Który dzisiaj jest? – spytałam niezorientowana w czasie. No cóż kalendarza nie używam.
- Dwudziesty drugi. - spoglądając na mnie uśmiechnął się lekko.
- Czyli za dwa dni są święta. Ja obejdę je tak jak w Polsce. – powiedziałam odpowiadając mu szczerym uśmiechem.
- Z kim obchodzisz święta? – spytał patrząc na mnie dziwnym, tajemniczym wzrokiem.
- Z nikim. Nie mam ani mamy ani taty. Miałam brata, ale zginął w wypadku razem z moim ojcem piętnaście lat temu. Przez ten czas nie obchodziłam świąt. Ale teraz może obejdę.- odpowiedziałam mu i spuściłam głowę wbijając wzrok w oślepiająco biały śnieg.
- Przepraszam nie wiedziałem. Jak chcesz to mogę te święta obejść z tobą. Nie narzucam się tylko oferuję. – oznajmił miłym głosem młody.
- Nic nie szkodzi. Miło by mi było. A twój tata? – spytałam grzecznie.
- Mój tata przecież jutro wyjeżdża.
- A no tak zapomniałam. A może zaprosimy jeszcze chłopaków z twojego zespołu? Co? – chciałam choć raz święta spędzić w licznym gronie.
-  Niewiem czy to się uda. Zayn’a na pewno nie będzie bo jest on muzułmaninem. A chłopaki wyjeżdżają do swoich rodzin. – oznajmił jakby chciał te święta spędzić ze mną sam na sam.
- No szkoda. Ważne, że chociaż jedna osoba będzie. – zaśmiałam się cichutko. – Co chcesz na prezent? – spytałam z zamiarem kupienia mu czegoś ciekawego. – A twoja mama gdzie jest? – spytałam zmieniając temat.
- Mojej mamy nigdy nie widziałem. Tatę też niedawno dopiero poznałem. – odpowiedział smutnym głosem.
- A co stało się z twoją mamą? – spytałam ciekawa.
- To długa historia. Opowiem ci ją kiedy indziej. Tu mieszkasz? – spytał wskazując na mój dom.
- Tak tu. To pa do jutra. – pożegnałam się z nim i pomachałam.

-------------------------------------------------------------------------------
No i jest rozdział kolejny ;***
Następny (chyba czwarty ^^ ) pojawi się jutro. Dzisiaj już nie dam rady. 
Przepraszam ;*** <3333 
Kocham wass <33 ;**

CZYTASZ - KOMENTUJ !!!!
DLA CIEBIE CHWILA DLA MNIE OGROMNE WSPARCIE I CHĘĆ PISANIA!!
MINIMUM 5 KOM. I DODAM KOLEJNY !! <3

piątek, 14 czerwca 2013

ROZDZIAŁ II                        „Wyznanie”



I przyszedł moment na opowiedzenie o facecie który mnie zostawił, musiałam się komuś zwierzyć.
- Nie tego nie powinnam ci mówić, to jest zbyt osobiste. – powiedziałam po czym spojrzałam w okno unikając jego spojrzenia.
- Opowiadaj nikomu nie powiem obiecuję. – powiedział i lekko chwycił mnie za podbródek przekręcając moją głowę w jego stronę.
- No dobra. Miałam wtedy trzynaście lat. Zapoznałam ‘chłopaka’ jeśli mogę tak go nazwać. On miał wtedy dziewiętnaście lat. Chciał się ze mną przespać, myślałam że mnie kocha więc się zgodziłam, wiem głupia byłam. Później okazało się, że jestem w ciąży. W wieku czternastu lat urodziłam synka. Zanim się urodził, on odszedł. Zostawił mnie. Mojego małego synka oddałam do rodziny zastępczej. – po tym wyznaniu po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Szybko ją wytarłam, aby Mick tego nie zauważył.
- Natalie Marks? – spytał ze zdziwieniem w głosie.
- Tak. A skąd znasz moje nazwisko? – teraz to ja byłam zdziwiona, a chęć płaczu minęła mi w jednej sekundzie.
- To … nieważne. Lepiej jakbyś już poszła. – odpowiedział i szybkim ruchem wstał z kanapy. Podszedł do drzwi frontowych chwycił moją kurtkę i znowu się odezwał. – Nie słyszałaś?! Powtórzyć?! – teraz jego głos był bardziej głośniejszy. Prawie, że krzyczał.
- Okej, okej. Już się wynoszę. – odpowiedziałam, podeszłam i wyrwałam kurtkę z jego rąk. Założyłam ją i wyszłam bez słowa trzaskając drzwiami. Nie chciałam zamawiać taksówki. Musiałam to wszystko sobie przemyśleć.
Po mieście krążyłam jeszcze pół godziny albo i więcej. Do domu wróciłam w przeciwnym nastroju niż z niego wyszłam. ‘Dlaczego mnie wygonił? Skąd zna moje nazwisko?’ Tysiące pytań przelatywało mi przez głowę. Wbiegłam na górę i rzuciłam się na łóżko nie pamiętając kiedy zasnęłam.
Gdy wstałam i spojrzałam na zegarek było kilka minut po pierwszej w nocy. Powoli wstałam, przetarłam oczy, tym samym rozcierając po powiekach czarny tusz do rzęs i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, założyłam swoją koszulę nocną i znowu poszłam spać. Rano wstałam zmęczona i niewyspana. Wzięłam telefon do ręki, a tam czekało na mnie dwadzieścia cztery sms-y i czterdzieści nieodebranych połączeń od jakiegoś nieznanego numeru. Miałam wrażenie, że znałam ten numer, ale może mi się tylko wydawało. Skasowałam wszystkie wiadomości i ostatnie połączenia i zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej jajka i mleko. Wyciągnęłam miskę i wrzuciłam do niej wszystkie składniki. Wymieszałam i wyciągnęłam patelnię. Rozgrzałam ją na gorącym blacie kuchennym i zaczęłam smażyć naleśniki. Posmarowałam je kremem orzechowo-czekoladowym i poszłam do salonu na kanapę. Włączyłam telewizor na jakiś beznadziejny program i zaczęłam konsumować przygotowane naleśniki. ‘Drrrrrr, drrrrrr, drrrrrrr’ nagle w całym domu rozległ się dźwięk dzwonka, a po nim głośne stukanie do drzwi. Podeszłam i powolnym ruchem przekręciłam kluczyk tym samym otwierając drzwi.
- Cześć Natalie. – przywitał się ze mną smutnym głosem Mick.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać Mick. Cześć. – odpowiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
- Ale poczekaj daj mi chwilę. – ręką mi je zablokował.
- Masz minutę. Co chcesz? Mów szybko i spadaj. – musiałam mu dać do zrozumienia, że nie jest mile widzianym gościem w moim domu.
- Przepraszam cię za wczoraj. Za moje głupie zachowanie, ale zrozum mnie. – powiedział i spojrzał w moje oczy po czym ja odwróciłam wzrok.
- Jeśli już skończyłeś to możesz już sobie iść. Cześć. – szybko zamknęłam drzwi i przekręciłam kluczyk.
- Jak będziesz chciała ze mną rozmawiać to zadzwoń! – krzyknął i wsunął karteczkę ze swoim numerem pod drzwi.
- Nie dzięki. – odpowiedziałam i chwyciłam małą różową kartkę. Podeszłam do lodówki i przykleiłam ją na drzwiczki i dopisałam ‘numer największego debila w mieście’, i poszłam dokończyć moje naleśniki.
Po południu musiałam iść się trochę przewietrzyć na chłodnym, a w zasadzie mroźnym powietrzu. Ciepło się ubrałam i wyszłam skręcając w prawo. Szłam zaśnieżoną alejką, a śnieg skrzypiał mi pod butami.
- Cześć. Znowu się spotykamy. – usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Bywa. – odpowiedziałam i ominęłam go nie podnosząc głowy, unikając jego spojrzenia, lecz po chwili złapał mnie za nadgarstek.
- Czy mógłbyś mnie puścić. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać jeśli jeszcze nie zauważyłeś. Chciałabym się przejść w spokoju, wczoraj też chciałam, ale ktoś mi przeszkodził. Hmmm .. czekaj kto to był? Mick Styles. Znasz takiego? – spytałam sarkastycznie i wyrwałam dłoń. Szybko ruszyłam przed siebie.
- A wiesz, że znam. Tak to właśnie ja i chciałbym z tobą porozmawiać. – krzyknął podbiegając do mnie.
- Tylko szkoda, że ja z tobą nie. – spojrzałam mu prosto w oczy i coś w nich było. Tajemniczego, a zarazem intrygującego. W głębi duszy lubiłam go, lecz coś mnie hamowało.
- Czy mogłaby szanowna pani odnosić się milej? Przez całe życie nie będziesz chyba się do mnie odnosić jak do wroga za kilka słów. Co? – spytał ironicznym głosem.
- Dobra jak chcesz to wpadnij do mnie dzisiaj wieczorem na kolację. Adres masz. – powiedziałam teraz już trochę spokojniejszym głosem, hamując swoje emocje.
- Wolałbym u mnie. Będzie mój syn. Chcę żebyś go poznała. – powiedział z grymasem na twarzy.
- Okej. Wpadnę. O której? – spytałam z lekkim uśmiechem.
- O tej co wczoraj. – odpowiedział i wykrzywił usta w udawanym uśmiechu.
- Będę. – odpowiedziałam i poszłam dalej.

czwartek, 13 czerwca 2013

ROZDZIAŁ I              „Spotkanie”

Siedziałam na skórzanym fotelu przykryta kocem trzymając w ręku kakao i wpatrując się w okno, które było umiejscowione centralnie na prość mnie. Wpatrywałam się w małe, białe, a zarazem chłodne śnieżynki. Co prawda z odległości około czterech metrów nie widziałam ich, ale wolałam to niż szwędanie się po mieście i oglądanie zakochanych par, które na każdym kroku się całują. Nie, nienawidziłam ich i to przez jednego gnoja, który tak zmarnował mi życie i odszedł. Odszedł nie w sensie, że zmarł, nie, odszedł w sensie, że zostawił. Tak zostawił mnie samą i to w ciąży. Myślałam, że pójdzie przemyśli sobie to wszystko i wróci, ale nie. On był inny. Nie przyszedł zostawił mnie samą z małym nienarodzonym dzieckiem. Od tamtej pory go nie widziałam. Jedynie na zdjęciach. Nie wyrzuciłam ich, dlatego, żeby moje dziecko wiedziało kto jest ojcem i żeby widziało go przynajmniej ze zdjęć. Ale gdy się urodziło, to znaczy urodził, bo był to chłopczyk – oddałam go – pamiętam nawet jego małe rączki zaciśnięte w pięści, którymi machał na wszystkie strony i jego słodkie zielone oczka – po mnie. Po swoim ojcu odziedziczył rysy twarzy. Nie mogłam go wychowywać, jak mówi prawo. Miał mieć na imię Max. Miałam wtedy czternaście lat, a on – dwadzieścia. Nic dziwnego że nie chciał mieć dziecka z taką małolatą. Zresztą ja nie chciałam mieć dziecka z takim idiotą i byłam wtedy za młoda. Nawet przez myśl mi nie przeszło że chcę mieć dziecko. Lecz no cóż, stało się. Czasu nie da się cofnąć. Teraz mam trzydzieści trzy lata. On ma teraz pewnie około dziewiętnastu.
Wracając do mojego obecnego zajęcia. Siedzę i zapatruję się w okno. Nienawidziłam tego stanu. Postanowiłam wyjść na świeże, mroźne powietrze. Powolnym ruchem wstałam i zrzuciłam z siebie gruby koc, którym okrywałam się codziennie w fotelu. Odstawiłam kubek na szklany stolik i poszłam do łazienki. Zajrzałam do lustra i ujrzałam tam to co zawsze. Zmęczone, podkrążone, duże, brązowe oczy, długie, lekko kręcone, czarne włosy z pasemkami różnych kolorów i grzywką ściętą równo nad brwiami. Odkręciłam wodę i chlapnęłam nią po twarzy dla orzeźwienia. Wytarłam się swoim seledynowym ręcznikiem i rozczesałam włosy. Upudrowałam policzki i przejechałam szczoteczką z tuszu po rzęsach nadając im, cytuję ‘fascynującą długość i grubość’. Przejechałam krwistoczerwoną szminką po ustach i poszłam do przedpokoju. Włożyłam ciepłe buty, założyłam swoją jasno fioletową kurtkę, długi, ciepły szal zawinęłam wokół szyi i wyszłam zamykając za sobą frontowe drzwi na klucz. Mroźne powietrze dało o sobie znać. Ruszyłam w stronę mini baru do którego doszłam po pięciu minutach.
- Dzień dobry. Co podać? – spytała kelnerka z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry. Poproszę cappuccino na wynos. – odpowiedziałam tym samym szczerym uśmiechem.
- Dobrze. Coś jeszcze? – spytała coś notując, ale nadal się uśmiechając.
- Nie dziękuję. Tylko to. – odpowiedziałam, a ona poszła po moje cappuccino którego nie mogłam się już doczekać. Tak, gorące cappuccino w zimny dzień. To jest to.
- Proszę dla pani. – oznajmiła ta sama miła kelnerka stawiając mi kawkę na stolik.
- Dziękuję. Proszę i reszty nie trzeba. – odezwałam się wręczając do jej ręki banknot.
- Dziękuję. Do widzenia. Miłego dnia. – wykrzyknęła za mną z wystawionym szeregiem śnieżnobiałych zębów.
- Dziękuję i nawzajem. – odpowiedziałam odkręcając się. Pomachałam do niej, a ona odpowiedziała mi tym samym. Wychodząc odkręciłam się, aby zamknąć za sobą drzwi. Pociągnęłam je jedną ręką, a one szybko się zamknęły. Szybkim ruchem odwróciłam się, tym samym wpadając na kogoś i wylewając na siebie gorące cappuccino.
- Oj przepraszam. Stało się pani coś? – usłyszałam męski głos.
- Nie, nic się nie stało, ale niech pan na drugi raz bardziej uważa. – odpowiedziałam mu zimnym tonem.
- Czy mogę się pani jakoś odwdzięczyć? Odkupię pani te cappuccino czy coś. Może tak być? – spytał kucając na wprost mnie.
- Nie dziękuję. Straciłam ochotę na kawę. – odpowiedziałam wstając i omijając tego faceta przede mną.
- Może jednak jakoś się odwdzięczę. – wykrzyknął za mną, a ja w tym momencie przystałam i odwróciłam się.
- Hmmm … kolacją? – zapytałam po czym pożałowałam że w ogóle to powiedziałam. – Nie, albo nie. Do widzenia i przepraszam. – odkręcając się, rzuciłam dwa słowa na pożegnanie i prawie, że biegnąc ruszyłam przed siebie. Usłyszałam za sobą dźwięk, jakby buty stykające się ze śniegiem i poczułam gorącą dłoń trzymającą mnie za nadgarstek.
- Dobrze może być kolacja. Przynajmniej tyle za wylane cappuccino. – powiedział nadal trzymając moją dłoń. – To co? Dzisiaj o siedemnastej u mnie? – spytał uśmiechając się szeroko.
- Może być. Tylko poproszę o gorące cappuccino jeśli można. – odpowiedziałam i pożegnałam się.
- A czy adres to może pani by chciała? – krzyknął za mną ten facet z nutką śmiechu w głosie.
- Yy tak. Oczywiście. – odpowiedziałam i podeszłam do niego, a on wręczył mi małą kartkę z ulicą i numerem domu, a do tego dołączony był jeszcze numer telefonu. – Dziękuję. Wpadnę. – puściłam mu oczko i odeszłam.
Pierwszy raz wchodziłam do domu z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na zegarek i podekscytowana pobiegłam na górę. Otworzyłam drzwi mojej garderoby i zaczęłam szukać czegoś ciepłego, a zarazem ładnego i eleganckiego. Chwyciłam swoje czarne rurki i rzuciłam je na łóżko. Wzięłam jasną tunikę z krótkim rękawem, a do tego krótką dżinsową kurteczkę. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania i zrobiłam lekki make’up. Dochodziła godzina siedemnasta. W zasadzie to miała ona wybić za pół godziny. Zbiegłam na dół, chwyciłam telefon i zamówiłam taksówkę. Ubrałam się i wyszłam czekając przed budynkiem na zamówiony pojazd. Gdy podjechał szybko wsiadłam i podałam kierowcy karteczkę z adresem. Facet skinął głową i ruszył. Po piętnastu minutach byłam na miejscu.
- Dziękuję. Reszty nie trzeba. – położyłam mu banknot i wyskoczyłam z auta.
- Miłego dnia pani życzę. – wykrzyczał przez otwarte okno i pojechał, a ja podeszłam pod drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem.
- Ooo dzień dobry. Cappuccino już gotowe. – przywitał mnie pan którego tak chłodno potraktowałam pod knajpą.
- Dzień dobry. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Niech pani wchodzi. – zaprosił mnie do środka, a ja po przekroczeniu progu od razu się przedstawiłam. – Natalie. – powiedziałam swoje imię z wielką gracją w głosie.
- Mick. Mick Styles. – też się przedstawił i wyciągnął rękę w moją stronę, a ja szybkim ruchem podałam mu swoją. ‘Mick Styles’ coś mi to mówi. Ale nie czas na głupie zamyślenia.
- Wejdź do salonu. Tam na prawo, a ja pójdę po twoje cappuccino. – powiedział i szybkim krokiem ruszył do kuchni po moją kawkę. – Proszę. Myślę, że ci posmakuje. – uśmiechając się szeroko podał mi kubek z gorącym cappuccino.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i wypiłam łyk kawy, a później odstawiłam fioletowy kubek na szklany stolik stojący przed miękką kanapą.
- Opowie mi pani .. yy .. przepraszam. Opowiesz mi coś o sobie? – spytał grzecznie.
- Jasne. A co chcesz wiedzieć najpierw? – spytałam z uśmiechem.
- Może skąd pochodzisz, jak się dokładniej nazywasz. – zaczął.
- Okej. – odpowiedziałam i wzięłam kolejny łyk przed swoją długą wypowiedzią. – Mam trzydzieści trzy lata i pochodzę z Polski, a dokładniej z Wrocławia … - zaczęłam
- Oo jesteś polką. Ja też pochodzę z Wrocławia. – powiedział po czym od razu przeprosił. – Przepraszam kontynuuj.
- Pochodzę z Wrocławia. Mój tata zmarł ledwo po moich osiemnastych urodzinach … - opowiadałam mu wszystko o swojej rodzinie i o domie w Polsce. I przyszedł moment na opowiedzenie o facecie który mnie zostawił, musiałam się komuś zwierzyć … 

środa, 12 czerwca 2013

PROLOG

Wspomnienia. Jedyne co mi po nim zostało. Wracają. Często. Mogłabym powiedzieć że nawet za często. Wspomnieniom towarzyszą łzy. Słone łzy spływające po moich jasno różowych i zawsze wypudrowanych policzkach, zostawiając po sobie mokre smugi które ciągną się z dolnej powieki aż na brodę i lekko po szyi. To jedyne co mnie odwiedza od jakiegoś roku może dwóch lat. Ostatni raz kiedy w ogóle spojrzałam na kalendarz, to był trzynasty listopada. Od tamtego czasu w moim domu nie ma kalendarza. A który jest dzisiaj? Nawet tego nie wiem. Wiadomo mi tyle, że niedługo będą święta. Tłumaczy to tłum zabieganych ludzi którzy uganiają się za prezentami i choinkami, a też za ozdobami domu. Ja świąt nie obchodzę. Kolejne święta które spędzę sama w domu pod kocem z gorącą czekoladą w ręku. Jestem skazana na takie święta do końca swojego życia. No ale cóż, trzeba żyć, nawet jak się nie ma dla kogo.
Mama zmarła zaraz po moim urodzeniu, więc praktycznie jej nie pamiętam. A tata? Zginął w wypadku. Tydzień po mojej osiemnastce, razem z moim młodszym przybranym bratem – Josh’em w wypadku samochodowym. Teraz miałby siedemnaście lat. Dokładnie to skończyłby jakoś dwudziestego siódmego grudnia. Od tamtego czasu chodzę co rok na cmentarz w ten dzień. Mam ustawione w telefonie, żebym nie zapomniała przypadkiem. Co rok tego samego dnia wracam do swojego rodzinnego miasta w Polsce.

Od czasu śmierci ojca mieszkam w Londynie. Najczęściej gdy mam złe chwile chodzę do najstarszego londyńskiego ZOO. Tylko te zwierzątka mnie rozumieją i jak przypuszczam – lubią. Jedyni moi przyjaciele, nie wspominając już o wspomnieniach którym towarzyszą łzy. Czyli przyjaciół mam więcej niż mi się wydawało. 

Na razie dodany prolog, ale wkrótce powinien ukazać się pierwszy rozdział. 
Może jeszcze dzisiaj, a jeżeli nie to na pewno jutro ;**
JEŻELI CZYTASZ - SKOMENTUJ!!
DLA MNIE TO BARDZO WAŻNE<3

wtorek, 11 czerwca 2013

Wszystko co tu jest opisane (razem z wyglądem ojca Harry'ego) jest wymyślone PRZEZE MNIE. 

Postacie pierwszoplanowe.

Natalie Marks, 33.

Głowna bohaterka opowiadania. Nie pracuje. Całymi dniami siedzi w domu na fotelu. Nie wygląda na swój wiek, dlatego każdy młody chłopak myli ją z nastolatka. Kilkanaście lat temu zaszła w ciążę, ale swoje dziecko oddała do rodziny zastępczej. Po tylu latach spotka go. Ale czy na tą wiadomość nie będzie za późno? 


  Harry Styles, 19          

Członek zespołu One Direction. Syn Natalie. Spotykają się po kilku latach, lecz nie wiedzą, że są rodziną. Mieszka razem z ojcem którego spotkał niedawno. To co zrobi wstrząśnie wszystkimi.


Mick Styles, 39

Ojciec Harry'ego. Spotka Natalie po tylu latach. Podczas spotkania przypomni sobie o wydarzeniu, po którym ją zostawił. Wyjedzie na kilka dni i podczas jego nieobecności wydarzy się rzecz, której Natalie razem z Harry'm nie powinni się tego nigdy dopuścić. 


Postacie drugoplanowe.

Niall Horan, 20    

Członek zespołu One Direction. Jeden z przyjaciół Harry'ego. Najbliższy kumpel Natalie z zespołu. Zostanie z nią w trudnych dla niej chwilach.



Zayn Malik, 20

Członek zespołu One Direction. Przyjaciel Harry'ego. Chłopak Perrie.



Liam Payne, 20

Członek zespołu One Direction. Chłopak Danielle. Bliski przyjaciel Lokatego. 



Louis Tomlinson, 22

Najstarszy członek zespołu One Direction. Najbliższy przyjaciel Harry'ego. Chłopak Eleanor. Zostanie z Harry'm w najtrudniejszych momentach jego życia. 



Perrie Edwards, 20

Dziewczyna Zayn'a. Przyjaciółka Dani i El. Wkrótce będzie też przyjaciółką Natalie.



Danielle Peazer, 25

Dziewczyna Liam'a. Przyjaciółka Perrie i El. Przyszłą przyjaciółka Natalie.



Eleanor Calder, 21

Dziewczyna Louis'a. Przyjaciółka Perrie i Dani. Przyszła przyjaciółka Natalie



Emily Blake, 21
Kelnerka w minibarze. Przyszła przyjaciółka Natalie i reszty dziewczyn.