Liczba wyświetleń

sobota, 15 czerwca 2013

ROZDZIAŁ III                      „Kolacja”

Weszłam do domu i poszłam się ogarnąć. Miałam nadzieję, że dzisiaj nie wrócę z takim nastrojem jak wczoraj wieczorem. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Zrobiłam lekki makijaż i wyszłam.
Zadzwoniłam dzwonkiem, a drzwi otworzył mi młody chłopak z niebieskimi oczami i burzą ciemnych loków zaczesanych na bok. Na jego widok poczułam motylki i ścisk w brzuchu. Jakbym już znała tego chłopaka. Może widziałam go gdzieś kiedyś na mieście. Był to pewnie syn Mick’a.
- Natalie? – spytał miłym głosem. – Tata ostatnio dużo mi o tobie opowiadał.
- Tak. Natalie Marks. – podałam mu rękę.
- Harry Styles. – odpowiedział ściskając moją rękę. – Wejdź. – zaprosił mnie do środka i zamknął za mną drzwi. – Daj powieszę ci kurtkę na wieszaku. – wziął ode mnie gruby zimowy płaszcz i powiesił go na wysokim czarnym stojaku, przypominającym rozgałęzione drzewo.
- Jestem w kuchni! – usłyszałam głos Mick’a.
- Już idziemy. Natalie przyszła. – krzyknął Harry i poszliśmy do jego ojca.
- Siadajcie. Nie przyszedłem na kolację, którą proponowałaś ty, więc kolację przygotowałem ja. Siadaj, siadaj już podaję. Harry weź talerze. – powiedział, a ja spoczęłam na jednym z białych wysokich krzeseł. Młody razem ze swoim ojcem wszystko przygotowali i zaczęliśmy jeść.
- A ty Harry czym się obecnie zajmujesz? – spytałam połykając pierwszy kęs pysznej kolacji.
- One Direction. Mówi ci to coś? – spytał z szerokim uśmiechem.
- Nie. Nic mi to nie mówi. – odpowiedziałam szperając w mojej głowie szukając podanego wyrażenia.
- A to dziwne. Wszędzie gdzie nie wyjdę to słyszę swoje imię i rzesze piszczących fanek. No cóż. Jeden z najpopularniejszych zespołów na świecie. Dziwne że nie znasz nazwy. Trąbią o nas w telewizji co chwila. To jeden ma romans to drugi. Ten zdradził tą, a ten ma dziewczynę. Same plotki. – odpowiedział wcinając jedzenie.
- Nic dziwnego że nie znam zespołu. W moim domu telewizor nie jest włączany i wisi tam chyba tylko do ozdoby, a ja siedzę całymi dniami w fotelu przykryta kocem z gorącym napojem w ręku wpatrując się w to co się dzieje za oknem. – odpowiedziałam i wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
- No w takim razie to nic dziwnego. – odpowiedział i wypił całą zawartość swojej szklanki.
- A opowiesz mi coś o zespole? – spytałam dokańczając swój posiłek.
- No to tak jest nas pięciu: ja, Liam, Niall, Louis i Zayn. Pięć Chłopaków, Jeden Kierunek. Tak właśnie. Chociaż jeden kierunek brzmi nawet fajnie, ale lepiej brzmiałby sześćdziesiąty dziewiąty kierunek. Mmmm brzmi wspaniale. – powiedział i wyszczerzył zęby.
- Harry przynajmniej przy Natalie mógłbyś opanować swój wysoki poziom zboczonych wyrażeń i skojarzeń. Co? – powiedział Mick po czym zaczął się śmiać i spojrzał na mnie.
- No dobrze już dobrze. – powiedział i wstał z krzesełka zanosząc swoje naczynia do zmywarki.
- Nie mi to nie przeszkadza. – oznajmiłam po czym powtórzyłam czynność, którą wykonał Harry.
- Daj ja to schowam. – młody wziął ode mnie talerz i schował.
- To ja już będę leciała.- powiedziałam i ruszyłam powolnym ruchem w stronę frontowych drzwi.
- A nie zostaniesz? To może jutro wpadniesz? – spytał lokaty.
- A może jutro wy do mnie wpadniecie? – zaprosiłam ich do siebie. Nie lubiłam siedzieć u kogoś codziennie.
- Ja jutro nie mogę. Wyjeżdżam na tydzień. – oznajmił Mick ze smutkiem na twarzy.
- A ty Harry możesz? Może zapoznałbyś nieogarniętą starą babę ze swoim zespołem? – spytałam uśmiechając się szeroko.
- Jaką starą? Ile ty masz lat? Maks dwadzieścia pięć. – powiedział Harry przyglądając mi się uważnie.
- No niestety tyle nie mam, chciałoby się. Dokładnie to trzydzieści trzy. – odpowiedziałam. – Ale dziękuję. – i uśmiechnęłam się do niego, po czym sięgnęłam po kurtkę, lecz Mick mnie wyprzedził i sam po nią sięgnął.
- Co?! Nie żartuj. Nie wyglądasz na tyle. – zdziwiony przyglądał mi się jeszcze uważniej.
- Wyglądam nawet na więcej. – odpowiedziałam i wcisnęłam buty na nogi.
- To jutro wpadnę z chłopakami o 17.30. Pasuje ci? – spytał lokaty przekręcając kluczyk w drzwiach.
- Pasuje. – odpowiedziałam i przekroczyłam próg.
- I wtedy zobaczymy na ile wyglądasz. – oznajmij i włożył swoją kurtkę. – Odprowadzę cię.
- Jak chcesz. – powiedziałam i pożegnałam się z Mick’iem. – Do zobaczenia Mick! Miłego tygodnia! Wracaj szybko! – krzyknęłam i puściłam mu oczko.
- Ile ci twoi mają lat? – spytałam spoglądając na chłopaka.
- Ja mam dziewiętnaście, Niall, Liam i Zayn – po dwadzieścia, a Louis – dwadzieścia dwa. A co? – spytał zasuwając suwak kurtki.
- Nie nic. Tak tylko pytam. Który dzisiaj jest? – spytałam niezorientowana w czasie. No cóż kalendarza nie używam.
- Dwudziesty drugi. - spoglądając na mnie uśmiechnął się lekko.
- Czyli za dwa dni są święta. Ja obejdę je tak jak w Polsce. – powiedziałam odpowiadając mu szczerym uśmiechem.
- Z kim obchodzisz święta? – spytał patrząc na mnie dziwnym, tajemniczym wzrokiem.
- Z nikim. Nie mam ani mamy ani taty. Miałam brata, ale zginął w wypadku razem z moim ojcem piętnaście lat temu. Przez ten czas nie obchodziłam świąt. Ale teraz może obejdę.- odpowiedziałam mu i spuściłam głowę wbijając wzrok w oślepiająco biały śnieg.
- Przepraszam nie wiedziałem. Jak chcesz to mogę te święta obejść z tobą. Nie narzucam się tylko oferuję. – oznajmił miłym głosem młody.
- Nic nie szkodzi. Miło by mi było. A twój tata? – spytałam grzecznie.
- Mój tata przecież jutro wyjeżdża.
- A no tak zapomniałam. A może zaprosimy jeszcze chłopaków z twojego zespołu? Co? – chciałam choć raz święta spędzić w licznym gronie.
-  Niewiem czy to się uda. Zayn’a na pewno nie będzie bo jest on muzułmaninem. A chłopaki wyjeżdżają do swoich rodzin. – oznajmił jakby chciał te święta spędzić ze mną sam na sam.
- No szkoda. Ważne, że chociaż jedna osoba będzie. – zaśmiałam się cichutko. – Co chcesz na prezent? – spytałam z zamiarem kupienia mu czegoś ciekawego. – A twoja mama gdzie jest? – spytałam zmieniając temat.
- Mojej mamy nigdy nie widziałem. Tatę też niedawno dopiero poznałem. – odpowiedział smutnym głosem.
- A co stało się z twoją mamą? – spytałam ciekawa.
- To długa historia. Opowiem ci ją kiedy indziej. Tu mieszkasz? – spytał wskazując na mój dom.
- Tak tu. To pa do jutra. – pożegnałam się z nim i pomachałam.

-------------------------------------------------------------------------------
No i jest rozdział kolejny ;***
Następny (chyba czwarty ^^ ) pojawi się jutro. Dzisiaj już nie dam rady. 
Przepraszam ;*** <3333 
Kocham wass <33 ;**

CZYTASZ - KOMENTUJ !!!!
DLA CIEBIE CHWILA DLA MNIE OGROMNE WSPARCIE I CHĘĆ PISANIA!!
MINIMUM 5 KOM. I DODAM KOLEJNY !! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz