ROZDZIAŁ II „Wyznanie”
I przyszedł
moment na opowiedzenie o facecie który mnie zostawił, musiałam się komuś
zwierzyć.
- Nie tego nie
powinnam ci mówić, to jest zbyt osobiste. – powiedziałam po czym spojrzałam w
okno unikając jego spojrzenia.
- Opowiadaj
nikomu nie powiem obiecuję. – powiedział i lekko chwycił mnie za podbródek
przekręcając moją głowę w jego stronę.
- No dobra.
Miałam wtedy trzynaście lat. Zapoznałam ‘chłopaka’ jeśli mogę tak go nazwać. On
miał wtedy dziewiętnaście lat. Chciał się ze mną przespać, myślałam że mnie
kocha więc się zgodziłam, wiem głupia byłam. Później okazało się, że jestem w
ciąży. W wieku czternastu lat urodziłam synka. Zanim się urodził, on odszedł.
Zostawił mnie. Mojego małego synka oddałam do rodziny zastępczej. – po tym
wyznaniu po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Szybko ją wytarłam, aby Mick
tego nie zauważył.
- Natalie Marks?
– spytał ze zdziwieniem w głosie.
- Tak. A skąd
znasz moje nazwisko? – teraz to ja byłam zdziwiona, a chęć płaczu minęła mi w
jednej sekundzie.
- To … nieważne.
Lepiej jakbyś już poszła. – odpowiedział i szybkim ruchem wstał z kanapy.
Podszedł do drzwi frontowych chwycił moją kurtkę i znowu się odezwał. – Nie
słyszałaś?! Powtórzyć?! – teraz jego głos był bardziej głośniejszy. Prawie, że
krzyczał.
- Okej, okej.
Już się wynoszę. – odpowiedziałam, podeszłam i wyrwałam kurtkę z jego rąk.
Założyłam ją i wyszłam bez słowa trzaskając drzwiami. Nie chciałam zamawiać
taksówki. Musiałam to wszystko sobie przemyśleć.
Po mieście
krążyłam jeszcze pół godziny albo i więcej. Do domu wróciłam w przeciwnym
nastroju niż z niego wyszłam. ‘Dlaczego mnie wygonił? Skąd zna moje nazwisko?’
Tysiące pytań przelatywało mi przez głowę. Wbiegłam na górę i rzuciłam się na
łóżko nie pamiętając kiedy zasnęłam.
Gdy wstałam i
spojrzałam na zegarek było kilka minut po pierwszej w nocy. Powoli wstałam,
przetarłam oczy, tym samym rozcierając po powiekach czarny tusz do rzęs i
ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, założyłam swoją koszulę nocną i
znowu poszłam spać. Rano wstałam zmęczona i niewyspana. Wzięłam telefon do
ręki, a tam czekało na mnie dwadzieścia cztery sms-y i czterdzieści
nieodebranych połączeń od jakiegoś nieznanego numeru. Miałam wrażenie, że
znałam ten numer, ale może mi się tylko wydawało. Skasowałam wszystkie
wiadomości i ostatnie połączenia i zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej jajka i mleko. Wyciągnęłam miskę i
wrzuciłam do niej wszystkie składniki. Wymieszałam i wyciągnęłam patelnię.
Rozgrzałam ją na gorącym blacie kuchennym i zaczęłam smażyć naleśniki. Posmarowałam
je kremem orzechowo-czekoladowym i poszłam do salonu na kanapę. Włączyłam
telewizor na jakiś beznadziejny program i zaczęłam konsumować przygotowane
naleśniki. ‘Drrrrrr, drrrrrr, drrrrrrr’ nagle w całym domu rozległ się dźwięk
dzwonka, a po nim głośne stukanie do drzwi. Podeszłam i powolnym ruchem
przekręciłam kluczyk tym samym otwierając drzwi.
- Cześć Natalie.
– przywitał się ze mną smutnym głosem Mick.
- Nie mam ochoty
z tobą rozmawiać Mick. Cześć. – odpowiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed
nosem.
- Ale poczekaj
daj mi chwilę. – ręką mi je zablokował.
- Masz minutę.
Co chcesz? Mów szybko i spadaj. – musiałam mu dać do zrozumienia, że nie jest
mile widzianym gościem w moim domu.
- Przepraszam
cię za wczoraj. Za moje głupie zachowanie, ale zrozum mnie. – powiedział i
spojrzał w moje oczy po czym ja odwróciłam wzrok.
- Jeśli już
skończyłeś to możesz już sobie iść. Cześć. – szybko zamknęłam drzwi i
przekręciłam kluczyk.
- Jak będziesz
chciała ze mną rozmawiać to zadzwoń! – krzyknął i wsunął karteczkę ze swoim
numerem pod drzwi.
- Nie dzięki. –
odpowiedziałam i chwyciłam małą różową kartkę. Podeszłam do lodówki i
przykleiłam ją na drzwiczki i dopisałam ‘numer największego debila w mieście’,
i poszłam dokończyć moje naleśniki.
Po południu
musiałam iść się trochę przewietrzyć na chłodnym, a w zasadzie mroźnym
powietrzu. Ciepło się ubrałam i wyszłam skręcając w prawo. Szłam zaśnieżoną
alejką, a śnieg skrzypiał mi pod butami.
- Cześć. Znowu
się spotykamy. – usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Bywa. –
odpowiedziałam i ominęłam go nie podnosząc głowy, unikając jego spojrzenia,
lecz po chwili złapał mnie za nadgarstek.
- Czy mógłbyś
mnie puścić. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać jeśli jeszcze nie zauważyłeś.
Chciałabym się przejść w spokoju, wczoraj też chciałam, ale ktoś mi
przeszkodził. Hmmm .. czekaj kto to był? Mick Styles. Znasz takiego? – spytałam
sarkastycznie i wyrwałam dłoń. Szybko ruszyłam przed siebie.
- A wiesz, że
znam. Tak to właśnie ja i chciałbym z tobą porozmawiać. – krzyknął podbiegając
do mnie.
- Tylko szkoda,
że ja z tobą nie. – spojrzałam mu prosto w oczy i coś w nich było.
Tajemniczego, a zarazem intrygującego. W głębi duszy lubiłam go, lecz coś mnie
hamowało.
- Czy mogłaby
szanowna pani odnosić się milej? Przez całe życie nie będziesz chyba się do
mnie odnosić jak do wroga za kilka słów. Co? – spytał ironicznym głosem.
- Dobra jak
chcesz to wpadnij do mnie dzisiaj wieczorem na kolację. Adres masz. –
powiedziałam teraz już trochę spokojniejszym głosem, hamując swoje emocje.
- Wolałbym u
mnie. Będzie mój syn. Chcę żebyś go poznała. – powiedział z grymasem na twarzy.
- Okej. Wpadnę.
O której? – spytałam z lekkim uśmiechem.
- O tej co
wczoraj. – odpowiedział i wykrzywił usta w udawanym uśmiechu.
- Będę. –
odpowiedziałam i poszłam dalej.
ŚŁICZNYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!<3
OdpowiedzUsuńNEXTNEXTNEXT!!!!<333333