Liczba wyświetleń

czwartek, 13 czerwca 2013

ROZDZIAŁ I              „Spotkanie”

Siedziałam na skórzanym fotelu przykryta kocem trzymając w ręku kakao i wpatrując się w okno, które było umiejscowione centralnie na prość mnie. Wpatrywałam się w małe, białe, a zarazem chłodne śnieżynki. Co prawda z odległości około czterech metrów nie widziałam ich, ale wolałam to niż szwędanie się po mieście i oglądanie zakochanych par, które na każdym kroku się całują. Nie, nienawidziłam ich i to przez jednego gnoja, który tak zmarnował mi życie i odszedł. Odszedł nie w sensie, że zmarł, nie, odszedł w sensie, że zostawił. Tak zostawił mnie samą i to w ciąży. Myślałam, że pójdzie przemyśli sobie to wszystko i wróci, ale nie. On był inny. Nie przyszedł zostawił mnie samą z małym nienarodzonym dzieckiem. Od tamtej pory go nie widziałam. Jedynie na zdjęciach. Nie wyrzuciłam ich, dlatego, żeby moje dziecko wiedziało kto jest ojcem i żeby widziało go przynajmniej ze zdjęć. Ale gdy się urodziło, to znaczy urodził, bo był to chłopczyk – oddałam go – pamiętam nawet jego małe rączki zaciśnięte w pięści, którymi machał na wszystkie strony i jego słodkie zielone oczka – po mnie. Po swoim ojcu odziedziczył rysy twarzy. Nie mogłam go wychowywać, jak mówi prawo. Miał mieć na imię Max. Miałam wtedy czternaście lat, a on – dwadzieścia. Nic dziwnego że nie chciał mieć dziecka z taką małolatą. Zresztą ja nie chciałam mieć dziecka z takim idiotą i byłam wtedy za młoda. Nawet przez myśl mi nie przeszło że chcę mieć dziecko. Lecz no cóż, stało się. Czasu nie da się cofnąć. Teraz mam trzydzieści trzy lata. On ma teraz pewnie około dziewiętnastu.
Wracając do mojego obecnego zajęcia. Siedzę i zapatruję się w okno. Nienawidziłam tego stanu. Postanowiłam wyjść na świeże, mroźne powietrze. Powolnym ruchem wstałam i zrzuciłam z siebie gruby koc, którym okrywałam się codziennie w fotelu. Odstawiłam kubek na szklany stolik i poszłam do łazienki. Zajrzałam do lustra i ujrzałam tam to co zawsze. Zmęczone, podkrążone, duże, brązowe oczy, długie, lekko kręcone, czarne włosy z pasemkami różnych kolorów i grzywką ściętą równo nad brwiami. Odkręciłam wodę i chlapnęłam nią po twarzy dla orzeźwienia. Wytarłam się swoim seledynowym ręcznikiem i rozczesałam włosy. Upudrowałam policzki i przejechałam szczoteczką z tuszu po rzęsach nadając im, cytuję ‘fascynującą długość i grubość’. Przejechałam krwistoczerwoną szminką po ustach i poszłam do przedpokoju. Włożyłam ciepłe buty, założyłam swoją jasno fioletową kurtkę, długi, ciepły szal zawinęłam wokół szyi i wyszłam zamykając za sobą frontowe drzwi na klucz. Mroźne powietrze dało o sobie znać. Ruszyłam w stronę mini baru do którego doszłam po pięciu minutach.
- Dzień dobry. Co podać? – spytała kelnerka z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry. Poproszę cappuccino na wynos. – odpowiedziałam tym samym szczerym uśmiechem.
- Dobrze. Coś jeszcze? – spytała coś notując, ale nadal się uśmiechając.
- Nie dziękuję. Tylko to. – odpowiedziałam, a ona poszła po moje cappuccino którego nie mogłam się już doczekać. Tak, gorące cappuccino w zimny dzień. To jest to.
- Proszę dla pani. – oznajmiła ta sama miła kelnerka stawiając mi kawkę na stolik.
- Dziękuję. Proszę i reszty nie trzeba. – odezwałam się wręczając do jej ręki banknot.
- Dziękuję. Do widzenia. Miłego dnia. – wykrzyknęła za mną z wystawionym szeregiem śnieżnobiałych zębów.
- Dziękuję i nawzajem. – odpowiedziałam odkręcając się. Pomachałam do niej, a ona odpowiedziała mi tym samym. Wychodząc odkręciłam się, aby zamknąć za sobą drzwi. Pociągnęłam je jedną ręką, a one szybko się zamknęły. Szybkim ruchem odwróciłam się, tym samym wpadając na kogoś i wylewając na siebie gorące cappuccino.
- Oj przepraszam. Stało się pani coś? – usłyszałam męski głos.
- Nie, nic się nie stało, ale niech pan na drugi raz bardziej uważa. – odpowiedziałam mu zimnym tonem.
- Czy mogę się pani jakoś odwdzięczyć? Odkupię pani te cappuccino czy coś. Może tak być? – spytał kucając na wprost mnie.
- Nie dziękuję. Straciłam ochotę na kawę. – odpowiedziałam wstając i omijając tego faceta przede mną.
- Może jednak jakoś się odwdzięczę. – wykrzyknął za mną, a ja w tym momencie przystałam i odwróciłam się.
- Hmmm … kolacją? – zapytałam po czym pożałowałam że w ogóle to powiedziałam. – Nie, albo nie. Do widzenia i przepraszam. – odkręcając się, rzuciłam dwa słowa na pożegnanie i prawie, że biegnąc ruszyłam przed siebie. Usłyszałam za sobą dźwięk, jakby buty stykające się ze śniegiem i poczułam gorącą dłoń trzymającą mnie za nadgarstek.
- Dobrze może być kolacja. Przynajmniej tyle za wylane cappuccino. – powiedział nadal trzymając moją dłoń. – To co? Dzisiaj o siedemnastej u mnie? – spytał uśmiechając się szeroko.
- Może być. Tylko poproszę o gorące cappuccino jeśli można. – odpowiedziałam i pożegnałam się.
- A czy adres to może pani by chciała? – krzyknął za mną ten facet z nutką śmiechu w głosie.
- Yy tak. Oczywiście. – odpowiedziałam i podeszłam do niego, a on wręczył mi małą kartkę z ulicą i numerem domu, a do tego dołączony był jeszcze numer telefonu. – Dziękuję. Wpadnę. – puściłam mu oczko i odeszłam.
Pierwszy raz wchodziłam do domu z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na zegarek i podekscytowana pobiegłam na górę. Otworzyłam drzwi mojej garderoby i zaczęłam szukać czegoś ciepłego, a zarazem ładnego i eleganckiego. Chwyciłam swoje czarne rurki i rzuciłam je na łóżko. Wzięłam jasną tunikę z krótkim rękawem, a do tego krótką dżinsową kurteczkę. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania i zrobiłam lekki make’up. Dochodziła godzina siedemnasta. W zasadzie to miała ona wybić za pół godziny. Zbiegłam na dół, chwyciłam telefon i zamówiłam taksówkę. Ubrałam się i wyszłam czekając przed budynkiem na zamówiony pojazd. Gdy podjechał szybko wsiadłam i podałam kierowcy karteczkę z adresem. Facet skinął głową i ruszył. Po piętnastu minutach byłam na miejscu.
- Dziękuję. Reszty nie trzeba. – położyłam mu banknot i wyskoczyłam z auta.
- Miłego dnia pani życzę. – wykrzyczał przez otwarte okno i pojechał, a ja podeszłam pod drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem.
- Ooo dzień dobry. Cappuccino już gotowe. – przywitał mnie pan którego tak chłodno potraktowałam pod knajpą.
- Dzień dobry. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Niech pani wchodzi. – zaprosił mnie do środka, a ja po przekroczeniu progu od razu się przedstawiłam. – Natalie. – powiedziałam swoje imię z wielką gracją w głosie.
- Mick. Mick Styles. – też się przedstawił i wyciągnął rękę w moją stronę, a ja szybkim ruchem podałam mu swoją. ‘Mick Styles’ coś mi to mówi. Ale nie czas na głupie zamyślenia.
- Wejdź do salonu. Tam na prawo, a ja pójdę po twoje cappuccino. – powiedział i szybkim krokiem ruszył do kuchni po moją kawkę. – Proszę. Myślę, że ci posmakuje. – uśmiechając się szeroko podał mi kubek z gorącym cappuccino.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i wypiłam łyk kawy, a później odstawiłam fioletowy kubek na szklany stolik stojący przed miękką kanapą.
- Opowie mi pani .. yy .. przepraszam. Opowiesz mi coś o sobie? – spytał grzecznie.
- Jasne. A co chcesz wiedzieć najpierw? – spytałam z uśmiechem.
- Może skąd pochodzisz, jak się dokładniej nazywasz. – zaczął.
- Okej. – odpowiedziałam i wzięłam kolejny łyk przed swoją długą wypowiedzią. – Mam trzydzieści trzy lata i pochodzę z Polski, a dokładniej z Wrocławia … - zaczęłam
- Oo jesteś polką. Ja też pochodzę z Wrocławia. – powiedział po czym od razu przeprosił. – Przepraszam kontynuuj.
- Pochodzę z Wrocławia. Mój tata zmarł ledwo po moich osiemnastych urodzinach … - opowiadałam mu wszystko o swojej rodzinie i o domie w Polsce. I przyszedł moment na opowiedzenie o facecie który mnie zostawił, musiałam się komuś zwierzyć … 

1 komentarz:

  1. Pięknie piszesz<3
    Ja też zaczynam<3
    Jeśli chciałabyś odwiedzić mojego bloga to zapraszam, adres: http://love1dandloveallpersonscheckitout.blogspot.com/

    Z góry dzięki<3
    Co do rozdziału : PIĘKNYYYYYYYYYYY <3 Kocham cię!,3 piszpisz dalej <3

    OdpowiedzUsuń