ROZDZIAŁ I „Spotkanie”
Siedziałam na
skórzanym fotelu przykryta kocem trzymając w ręku kakao i wpatrując się w okno,
które było umiejscowione centralnie na prość mnie. Wpatrywałam się w małe,
białe, a zarazem chłodne śnieżynki. Co prawda z odległości około czterech
metrów nie widziałam ich, ale wolałam to niż szwędanie się po mieście i
oglądanie zakochanych par, które na każdym kroku się całują. Nie, nienawidziłam
ich i to przez jednego gnoja, który tak zmarnował mi życie i odszedł. Odszedł
nie w sensie, że zmarł, nie, odszedł w sensie, że zostawił. Tak zostawił mnie
samą i to w ciąży. Myślałam, że pójdzie przemyśli sobie to wszystko i wróci,
ale nie. On był inny. Nie przyszedł zostawił mnie samą z małym nienarodzonym
dzieckiem. Od tamtej pory go nie widziałam. Jedynie na zdjęciach. Nie
wyrzuciłam ich, dlatego, żeby moje dziecko wiedziało kto jest ojcem i żeby
widziało go przynajmniej ze zdjęć. Ale gdy się urodziło, to znaczy urodził, bo
był to chłopczyk – oddałam go – pamiętam nawet jego małe rączki zaciśnięte w
pięści, którymi machał na wszystkie strony i jego słodkie zielone oczka – po
mnie. Po swoim ojcu odziedziczył rysy twarzy. Nie mogłam go wychowywać, jak
mówi prawo. Miał mieć na imię Max. Miałam wtedy czternaście lat, a on –
dwadzieścia. Nic dziwnego że nie chciał mieć dziecka z taką małolatą. Zresztą
ja nie chciałam mieć dziecka z takim idiotą i byłam wtedy za młoda. Nawet przez
myśl mi nie przeszło że chcę mieć dziecko. Lecz no cóż, stało się. Czasu nie da
się cofnąć. Teraz mam trzydzieści trzy lata. On ma teraz pewnie około
dziewiętnastu.
Wracając do
mojego obecnego zajęcia. Siedzę i zapatruję się w okno. Nienawidziłam tego
stanu. Postanowiłam wyjść na świeże, mroźne powietrze. Powolnym ruchem wstałam
i zrzuciłam z siebie gruby koc, którym okrywałam się codziennie w fotelu.
Odstawiłam kubek na szklany stolik i poszłam do łazienki. Zajrzałam do lustra i
ujrzałam tam to co zawsze. Zmęczone, podkrążone, duże, brązowe oczy, długie,
lekko kręcone, czarne włosy z pasemkami różnych kolorów i grzywką ściętą równo
nad brwiami. Odkręciłam wodę i chlapnęłam nią po twarzy dla orzeźwienia.
Wytarłam się swoim seledynowym ręcznikiem i rozczesałam włosy. Upudrowałam
policzki i przejechałam szczoteczką z tuszu po rzęsach nadając im, cytuję
‘fascynującą długość i grubość’. Przejechałam krwistoczerwoną szminką po ustach
i poszłam do przedpokoju. Włożyłam ciepłe buty, założyłam swoją jasno fioletową
kurtkę, długi, ciepły szal zawinęłam wokół szyi i wyszłam zamykając za sobą
frontowe drzwi na klucz. Mroźne powietrze dało o sobie znać. Ruszyłam w stronę
mini baru do którego doszłam po pięciu minutach.
- Dzień dobry.
Co podać? – spytała kelnerka z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry.
Poproszę cappuccino na wynos. – odpowiedziałam tym samym szczerym uśmiechem.
- Dobrze. Coś
jeszcze? – spytała coś notując, ale nadal się uśmiechając.
- Nie dziękuję.
Tylko to. – odpowiedziałam, a ona poszła po moje cappuccino którego nie mogłam
się już doczekać. Tak, gorące cappuccino w zimny dzień. To jest to.
- Proszę dla
pani. – oznajmiła ta sama miła kelnerka stawiając mi kawkę na stolik.
- Dziękuję. Proszę
i reszty nie trzeba. – odezwałam się wręczając do jej ręki banknot.
- Dziękuję. Do
widzenia. Miłego dnia. – wykrzyknęła za mną z wystawionym szeregiem
śnieżnobiałych zębów.
- Dziękuję i
nawzajem. – odpowiedziałam odkręcając się. Pomachałam do niej, a ona
odpowiedziała mi tym samym. Wychodząc odkręciłam się, aby zamknąć za sobą
drzwi. Pociągnęłam je jedną ręką, a one szybko się zamknęły. Szybkim ruchem
odwróciłam się, tym samym wpadając na kogoś i wylewając na siebie gorące
cappuccino.
- Oj przepraszam.
Stało się pani coś? – usłyszałam męski głos.
- Nie, nic się
nie stało, ale niech pan na drugi raz bardziej uważa. – odpowiedziałam mu
zimnym tonem.
- Czy mogę się
pani jakoś odwdzięczyć? Odkupię pani te cappuccino czy coś. Może tak być? –
spytał kucając na wprost mnie.
- Nie dziękuję.
Straciłam ochotę na kawę. – odpowiedziałam wstając i omijając tego faceta
przede mną.
- Może jednak
jakoś się odwdzięczę. – wykrzyknął za mną, a ja w tym momencie przystałam i
odwróciłam się.
- Hmmm …
kolacją? – zapytałam po czym pożałowałam że w ogóle to powiedziałam. – Nie,
albo nie. Do widzenia i przepraszam. – odkręcając się, rzuciłam dwa słowa na
pożegnanie i prawie, że biegnąc ruszyłam przed siebie. Usłyszałam za sobą
dźwięk, jakby buty stykające się ze śniegiem i poczułam gorącą dłoń trzymającą
mnie za nadgarstek.
- Dobrze może
być kolacja. Przynajmniej tyle za wylane cappuccino. – powiedział nadal
trzymając moją dłoń. – To co? Dzisiaj o siedemnastej u mnie? – spytał
uśmiechając się szeroko.
- Może być.
Tylko poproszę o gorące cappuccino jeśli można. – odpowiedziałam i pożegnałam
się.
- A czy adres to
może pani by chciała? – krzyknął za mną ten facet z nutką śmiechu w głosie.
- Yy tak.
Oczywiście. – odpowiedziałam i podeszłam do niego, a on wręczył mi małą kartkę
z ulicą i numerem domu, a do tego dołączony był jeszcze numer telefonu. –
Dziękuję. Wpadnę. – puściłam mu oczko i odeszłam.
Pierwszy raz
wchodziłam do domu z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na zegarek i
podekscytowana pobiegłam na górę. Otworzyłam drzwi mojej garderoby i zaczęłam
szukać czegoś ciepłego, a zarazem ładnego i eleganckiego. Chwyciłam swoje
czarne rurki i rzuciłam je na łóżko. Wzięłam jasną tunikę z krótkim rękawem, a
do tego krótką dżinsową kurteczkę. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic.
Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania i zrobiłam lekki make’up.
Dochodziła godzina siedemnasta. W zasadzie to miała ona wybić za pół godziny. Zbiegłam
na dół, chwyciłam telefon i zamówiłam taksówkę. Ubrałam się i wyszłam czekając
przed budynkiem na zamówiony pojazd. Gdy podjechał szybko wsiadłam i podałam
kierowcy karteczkę z adresem. Facet skinął głową i ruszył. Po piętnastu
minutach byłam na miejscu.
- Dziękuję.
Reszty nie trzeba. – położyłam mu banknot i wyskoczyłam z auta.
- Miłego dnia pani
życzę. – wykrzyczał przez otwarte okno i pojechał, a ja podeszłam pod drzwi i
zadzwoniłam dzwonkiem.
- Ooo dzień
dobry. Cappuccino już gotowe. – przywitał mnie pan którego tak chłodno
potraktowałam pod knajpą.
- Dzień dobry. –
odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Niech pani
wchodzi. – zaprosił mnie do środka, a ja po przekroczeniu progu od razu się
przedstawiłam. – Natalie. – powiedziałam swoje imię z wielką gracją w głosie.
- Mick. Mick Styles. – też się przedstawił i wyciągnął rękę w moją stronę, a ja
szybkim ruchem podałam mu swoją. ‘Mick Styles’ coś mi to mówi. Ale nie czas na
głupie zamyślenia.
- Wejdź do
salonu. Tam na prawo, a ja pójdę po twoje cappuccino. – powiedział i szybkim
krokiem ruszył do kuchni po moją kawkę. – Proszę. Myślę, że ci posmakuje. –
uśmiechając się szeroko podał mi kubek z gorącym cappuccino.
- Dziękuję.-
odpowiedziałam i wypiłam łyk kawy, a później odstawiłam fioletowy kubek na
szklany stolik stojący przed miękką kanapą.
- Opowie mi pani
.. yy .. przepraszam. Opowiesz mi coś o sobie? – spytał grzecznie.
- Jasne. A co
chcesz wiedzieć najpierw? – spytałam z uśmiechem.
- Może skąd
pochodzisz, jak się dokładniej nazywasz. – zaczął.
- Okej. –
odpowiedziałam i wzięłam kolejny łyk przed swoją długą wypowiedzią. – Mam trzydzieści
trzy lata i pochodzę z Polski, a dokładniej z Wrocławia … - zaczęłam
- Oo jesteś
polką. Ja też pochodzę z Wrocławia. – powiedział po czym od razu przeprosił. –
Przepraszam kontynuuj.
- Pochodzę z
Wrocławia. Mój tata zmarł ledwo po moich osiemnastych urodzinach … -
opowiadałam mu wszystko o swojej rodzinie i o domie w Polsce. I przyszedł
moment na opowiedzenie o facecie który mnie zostawił, musiałam się komuś
zwierzyć …
Pięknie piszesz<3
OdpowiedzUsuńJa też zaczynam<3
Jeśli chciałabyś odwiedzić mojego bloga to zapraszam, adres: http://love1dandloveallpersonscheckitout.blogspot.com/
Z góry dzięki<3
Co do rozdziału : PIĘKNYYYYYYYYYYY <3 Kocham cię!,3 piszpisz dalej <3